Noc
Nawiało nocy i gwiazd uderzających o szczyty.
Z gór, odartych z księżyca, rozkosz spadania we wichrze
dławiącym kołysem
znosi
w dół, najniżej,
jak w łono rozdarte fallusem.
Miłość jak przepaść przeraża.
W rozbitej czaszce drgnął ból jak płód ciąży.
Na twojej trumnie, jak łopatę grabarza,
kładę
dłoń rozpostartą: księżyc.
Deszcz
U okna urywa się niebo i -
Dachy zlatują na miasto,
gniazdo widnokręgu.
Dalej -
Po powietrzu spada widok gór.
Ze słońcem na podniesionym ręku
pole, ogromne, które nie ma ciebie,
zaszło.
Tam - dolinom w granicie moje oczy ułożyły dna,
tam - moje usta wymówiły hale,
nad którymi słyszysz mój oddech z chmur?
Tu -
i -
Dzień stoczył się jak łza.