Do robotnicy
W hali fabrycznej, aleją z rąk do rąk rosnącego żelaza,
rosnącego do ostrego szczytu:
do pocisku,
szedłem, jakbym rozstrzygał, spawając marzenie i siłę,
jak nadać im wspólny kształt
broni.
Liczyłem:
pięć młotów, ciężkich jak pięć lat,
w jednej chwili
dokonało na mnie
zamachu czasu:
sprawdzały moje dzieło poetyckie ręce robotników i robotnic.
Rytmem tysiąca ramion...
Noc
Nawiało nocy i gwiazd uderzających o szczyty.
Z gór, odartych z księżyca, rozkosz spadania we wichrze
dławiącym kołysem
znosi
w dół, najniżej,
jak w łono rozdarte fallusem.
Miłość jak przepaść przeraża.
W rozbitej czaszce drgnął ból jak płód ciąży.
Na twojej trumnie, jak łopatę grabarza,
kładę
dłoń rozpostartą: księżyc.
Żyje, wołać
Wody stojące, jak bramy triumfalne, U okna urywa się niebo i - Zapatrzony, że samymi rzęsami
głębiny pod olchami zapadłe,
kurtyny,
lana ze srebra
topiel.
Jaki rybak głuchej wodzie będzie migał słońcem,
ażeby z oniemiałej wypłynęła ryba -
Czarnoziem zżęty sierpniem na bujnej równinie,
role jadące do stodoły,
pagóry ziemi,
w luśniach,
jak -
Jaki wolarz, ze ziemi wyganiając wołu,
pod górę wywołuje -
Deszcz
Dachy zlatują na miasto,
gniazdo widnokręgu.
Dalej -
Po powietrzu spada widok gór.
Ze słońcem na podniesionym ręku
pole, ogromne, które nie ma ciebie,
zaszło.
Tam - dolinom w granicie moje oczy ułożyły dna,
tam - moje usta wymówiły hale,
nad którymi słyszysz mój oddech z chmur?
Tu -
i -
Dzień stoczył się jak łza.Do Ciebie o mnie
zmiótłbym śnieg z twojej ścieżki,
chwytam w zachwyt ruch twój - i gubię:
Krokiem tak zalotnie lekkim,
jakbyś wiodła ptaszka na promieniu,
szłaś przede mną - przed sobą, przed wszystkim!
Poderwany spod nóg przez wróble
twój cień w krzewie się zazielenił,
pojaśniał w drobne listki.
I zniknęłaś - w swoim śpiewie. Zamilkliśmy.
Ale odtąd...