Żyje, wołać
Wody stojące, jak bramy triumfalne, Nawiało nocy i gwiazd uderzających o szczyty. W hali fabrycznej, aleją z rąk do rąk rosnącego żelaza, Rzęsami o moje rzęsy zapaliła światło oczu...
głębiny pod olchami zapadłe,
kurtyny,
lana ze srebra
topiel.
Jaki rybak głuchej wodzie będzie migał słońcem,
ażeby z oniemiałej wypłynęła ryba -
Czarnoziem zżęty sierpniem na bujnej równinie,
role jadące do stodoły,
pagóry ziemi,
w luśniach,
jak -
Jaki wolarz, ze ziemi wyganiając wołu,
pod górę wywołuje -
Noc
Z gór, odartych z księżyca, rozkosz spadania we wichrze
dławiącym kołysem
znosi
w dół, najniżej,
jak w łono rozdarte fallusem.
Miłość jak przepaść przeraża.
W rozbitej czaszce drgnął ból jak płód ciąży.
Na twojej trumnie, jak łopatę grabarza,
kładę
dłoń rozpostartą: księżyc.Do robotnicy
rosnącego do ostrego szczytu:
do pocisku,
szedłem, jakbym rozstrzygał, spawając marzenie i siłę,
jak nadać im wspólny kształt
broni.
Liczyłem:
pięć młotów, ciężkich jak pięć lat,
w jednej chwili
dokonało na mnie
zamachu czasu:
sprawdzały moje dzieło poetyckie ręce robotników i robotnic.
Rytmem tysiąca ramion...Oczy
Widzę: Obraz na staludze ramą z ognia mnie otoczył.